Oaza – „Salon. Niezależni w „świetlicy” Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79″

Kilka tygodni temu bardzo popularna była piosenka, której refren brzmi: „Wolność kocham i rozumiem/Wolności oddać nie umiem.”

Ja niedawno trafiłem na książkę, która pokazuje, że nawet najbardziej opresyjny system nie jest w stanie wolności stłamsić. I że nie ma takiej władzy politycznej, która byłaby w stanie zabić pragnienie poszerzania tej wolności. Napisałem „trafiłem”, bo książki o której mowa nie znajdziecie w topce Empiku. Nie znajdziecie jej też na półkach żadnej innej księgarni sieciowej. Ja dostałem ją w prezencie i bardzo się cieszę, że tak się stało.

„Salon”, bo to o tej książce wydanej przez Ośrodek KARTA mowa, to historia Salonu Walendowskich, w którym w II poł. lat siedemdziesiątych tętniło życie niezależnej polskiej kultury. Dzięki gospodarzom tego miejsca – mieszkania, w którym niegdyś mieszkał Melchior Wańkowicz – Annie Erdman (wnuczka autora „Na tropach Smętka”) i Tadeuszowi Walendowskiemu, w kamienicy przy ul. Puławskiej 10 lok. 35 powstało niezwykłe miejsce spotkań, wymiany myśli, kontaktu ze sztuką. Oaza wolności. To tutaj swoje opowiadania czytali Orłoś i Konwicki, wiersze Krynicki i Barańczak, a piosenki śpiewali Kelus, Kleyff i Kaczmarski. To tu były kolportowane niezależne pisma.

„Wiedzieliśmy o wolności tyle, że jej chcemy. Mówić co się chce, bez cenzury – to była wolność. Salon temu służył: żeby pokazać, jak można mówić, do kogo, jakie są formy.” – wspomina działalność Salonu Leszek Szaruga.

Opowieść o tym niezwykłym miejscu utkana jest z wielu głosów: wspomnień, tekstów, które w salonie były czytane albo śpiewane, genialnych fotografii pokazujących kawałek tamtej Polski i ducha tamtych czasów.  O spotkaniach w mieszkaniu Walendowskich mówią też raporty agentów bezpieki biorących w nich udział, a także milicyjne i ubeckie notatki. Ta polifonia głosów obrazuje, w jak podłych czasach Salon działał i jak wielką był od nich odskocznią.

Na mnie największe wrażenie zrobiły milicyjne i esbeckie notatki. Pokazują, jaką władzą dysponował PRL i jak głęboko sięgała ona w życie obywateli. Kiedy Tadeusz Walendowski przynosił do wytwórni filmowej swój scenariusz – ubecja nakazywała scenariusz odrzucić. Kiedy szukał pracy – ubecja zabraniała zatrudniać. Kiedy chciał zapisać synów do przedszkola – ubecja nie wyrażała zgody. Kontrola i opresja na każdym kroku. W każdej dziedzinie życia.

Nic dziwnego, że dla tamtego systemu Salon był solą w oku. Na dodatek służby nie mogły zbyt śmiało poczynać sobie z Walendowskimi. Komunistycznym bojówkom trudniej było do mieszkania przy Puławskiej wkroczyć i pobić zgromadzonych, tak jak działo się na przykład z Kuroniami, do których na spotkania Latającego Uniwersytetu po prostu wparowywała grupa osiłków i lała bez litości zgromadzonych. W Salonie było trochę inaczej – Anna Erdman miała amerykański paszport. Jakąś blokadą była też zapewne popularność jej dziadka, Melchiora Wańkowicza. Ubecja dość skutecznie utrudniała gospodarzom Salonu życie, jednak nie aż tak by mieli oni zaniechać swojej działalności. W końcu służby znalazły sposób – nie przedłużono Annie Erdman pobytu w Polsce. Musiała opuścić kraj. Razem z nią wyjechał mąż i dwóch synów.

Oaza przy Puławskiej 10 zniknęła.

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *