I Ty możesz zostać miliarderem – Phil Knight „Sztuka zwycięstwa”

IMG_20170330_215410_foto

Zasadniczo  w księgarniach omijam szerokim łukiem półki z tego typu książkami. Uważam, a właściwie jestem pewien, że wszelkiego rodzaju poradniki, jak stać się bogatym faktycznie mogą czasem doprowadzić do zamożności. Ale tylko ich autorów. Po książkę „Sztukę zwycięstwa” też bym nie sięgnął, gdyby Dom Wydawniczy Rebis mi jej nie podarował.

Na szczęście w autobiografii Phila Knighta nie ma żadnego biznesowo-coachowego pitu-pitu, żadnego „jesteś najlepszy”, „sky is the limit”, „stań się lepszą wersją samego siebie”. Przeciwnie. Knight sporo miejsca poświęca opisywaniu tego, jak bardzo był niepewny drogi, którą wybrał. Szczerze opisuje swoje porażki, zwątpienia, trudne relacje z rodzicami, rozterki, a nawet miłosne zawody. Czytelnik dowie się, że NIKE o mało co nie zbankrutowało, a jego właścicielem przez pewien okres poważnie interesowało się FBI. Autor nie ukrywa swoich mniej chlubnych postępków na drodze budowania globalnej korporacji: knucia za plecami biznesowych partnerów, czy – jakby to powiedzieć oględnie – pozyskania w nie całkiem legalny sposób poufnych danych.

Jeśli czegoś możemy się nauczyć ze „Sztuki zwycięstwa”, to tego, że nie święci garnki lepią. Knight nie był nikim nadzwyczajnym zakładając swoją firmę Blue Ribbon (to poprzedniczka NIKE). Nie miał szczególnych talentów, nie był bogaty z domu. Miał jakiś mglisty pomysł na siebie, ale żadnej gwarancji jego realizacji. Jak każdy z nas.

Co więc zadecydowało, że odniósł sukces? Na pewno jego wiara w to, co robił. Jakieś chorobliwe wręcz zafiksowanie na idei sprzedaży japońskich butów sportowych w Stanach (a pamiętajmy, że Knight zaczynał niecałe 20 lat po wojnie z Japonią; to tak, jakby ktoś w Polsce na początku lat sześćdziesiątych chciał otworzyć firmę handlującą niemieckimi trampkami).

Na pewno Knightowi pomógł też wyjątkowy dobór współpracowników. Trochę do niego podobnych freaków. Trzon jego kadry managerskiej przypominał bardziej bandę zbójów, z którymi można konie kraść niż poważnych panów w garniturach.

Nie brakuje też smaczków. Czytelnik dowiaduje się, jak powstała słynna „łyżwa”, skąd właściwie wzięła się nazwa NIKE i jak doszło do powstania słynnej serii butów AIR.

Mimo wszystko tytuł jest trochę mylący. „Trochę”, bo istotnie „Sztuka zwycięstwa” opisuje drogę, jaką przebył nieśmiały i pogubiony chłopak z Oregonu od swojego Szalonego Pomysłu, poprzez sprzedaż butów z bagażnika samochodu, do globalnej korporacji. Jeśli jednak ktoś się spodziewa, że znajdzie w „Sztuce zwycięstwa” jakąś „receptę na sukces”, to obawiam się, że może się rozczarować. To tylko sprawnie i dość szczerze opowiedziana historia gościa, który przez sporą część dorosłego życia był zadłużony na kwotę, na którą nie miał pokrycia, a potem, w ciągu jednej nocy jego majątek został wyceniony na ponad 100 milionów dolarów.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Jedna myśl na temat “I Ty możesz zostać miliarderem – Phil Knight „Sztuka zwycięstwa”

  1. Od zera do milionera? Lubię książki, które przeczą temu, że czegoś nie da się zrobić lub osiągnąć. Nie czytałam, nie słyszałam o tej pozycji, dlatego bardzo chętnie po nią sięgnę. Dzięki za propozycję i pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *