Moja lekka szajba

Do szkoły chodziłem w czasach, gdy o pewnych zaburzeniach się nie mówiło. ADHD? Dysleksja? Co to w ogóle jest! Jeśli dzieciak za bardzo brykał, było dupobicie. Jeśli ewidentnie nie ogarniał elementarnych zasad ortografii, dostawał do przepisania sto razy wyraz, w którym się pomylił. Jeśli pomylił się w przepisywaniu, dostawał dokładkę – dwieście powtórzeń. I tak do skutku. Nie pochwalam tego, ale nie ma co się oszukiwać – tak było. I całe pokolenia jakoś wyrosły na ludzi. Dla jasności – nie tęsknię za tamtymi czasami.

Dlaczego o tym piszę? Otóż od jakiegoś czasu uświadamiam sobie, że gdyby w latach osiemdziesiątych diagnozowano ADHD, pewnie jakąś formę tego zaburzenia by u mnie odkryto. Nie, nie byłem łobuzem. U mnie się to przejawiało raczej w sferze mentalnej. Zawsze interesowało mnie mnóstwo rzeczy i mnóstwo rzeczy chciałem robić. Od filatelistyki do elektroniki, od kółka chemicznego do DKF. I tak cały czas. Skupienie się na jednej rzeczy, zawsze było dla mnie bardzo trudne. Najgorzej, że mi to nie minęło.

Domyślacie się, co czuję teraz, kiedy dzięki internetowi mogę dotrzeć do właściwie każdej informacji na każdy temat? Czujecie, jakim paliwem dla tej mojej lekkiej szajby jest Facebook i inne media społecznościowe? I to, że dostęp do tego wszystkiego mam w swoim smartfonie?

Koszmar.

I to się niestety przenosi też w sferę lektur. Żeby nie być gołosłownym. Oto, co teraz mam na tapecie:

img_20161130_141336
Paweł Jasienica „Polska Jagiellonów” – w pierwszej klasie liceum historii uczyła mnie profesorka Rysz. Znana była z tego, że po pierwsze lubiła zadawać dość szczegółowe pytania. Do legend w moim liceum przeszło jej pytanie na maturze z WOS: „Jakie drzewa rosną przed gmachem ONZ?”. Wprawdzie koleżanki z komisji próbowały ją postponować („Dziuniu, może nie tak szczegółowo…”), ale profesorka była nieugięta. Wiecie, o jakie drzewa chodzi? O czereśnie. Starałem się to dziś potwierdzić, ale nie dogrzebałem się do tej informacji. Inne pytanie z katalogu profesorki Rysz: „Jaka jest grubość muru klasztoru na Jasnej Górze? W najgrubszym i najcieńszym miejscu”, albo: „Opisz wygląd komnaty faraona. Możesz sobie wybrać, którego.”

Po drugie – była znaną fanką, jakbyśmy dziś powiedzieli, twórczości Pawła Jasienicy. „Sawicki, czytałeś „Polskę Piastów”?”, „Nie, pani profesor”, „Sawicki, ile ty masz lat?”, „Piętnaście, pani profesor”, „To jak ty mas piętnaście lat, i nie przeczytałeś jeszcze „Polski piastów”, to masz piętnaście lat życia zmarnowane. Siadaj pała. Daj dzienniczek”. Pewnie z jakieś przekory nie sięgnąłem po Jasienicę przez wiele lat. A jak już całkiem niedawno sięgnąłem, to wiecie co? Muszę przyznać, że profesorka Rysz miała dużo racji. Nie miałem pojęcia, że te książki są tak świetnie napisane. Plus oczywiście olbrzymia wiedza w nich zawarta.

 

img_20161130_141253

Norman Davies „Boże igrzysko” – lektura komplementarna do Jasienicy. Od czasu do czasu sprawdzam, jak dane wydarzenie jest opisywane przez Daviesa. No ale zestawiać ze sobą Jasienicę i Daviesa to jakby porównywać Worda i Excela.

 

14793702_10206926642955964_232524813_n

Marcin Meller „Sprzedawca arbuzów” – zawsze lubiłem takie poczucie humoru i sposób postrzegania świata, jakie możemy znaleźć w tekstach felietonisty Newsweeka. To fajna odmiana po Jasienicy. Inna rzecz, że część z felietonów ze „Sprzedawcy…”  ma też już jakiś walor zapisu historii, więc jakiś związek z autorem „Polski Piastów”.

I proszę się nie oburzać na to zdjęcie. Kto czytał „Sprzedawcę…”, ten wie dlaczego ;)

 

img_20161130_141429

Yves Grevet „U4 .Koridwen”, Carole Trébor „U4 .Jules”  – to zobowiązania zawodowe, książki dla nastolatków, więc trudno mi się wypowiadać, bo od lektury oczekuję teraz trochę czego innego, niż w czasach, kiedy zbierałem pały u profesorki Rysz. Na pewno bardzo ciekawy jest pomysł cyklu – to cztery tomy serii, ale nie czyta się ich linearnie. Można zacząć od dowolnego, bo każda książka opisuje mniej więcej te same wydarzenia, ale z różnych perspektyw. I jest to tak zrobione, że po przeczytaniu jednej części, wciąż nie wie się, jak skończy się kolejna. Porządna pisarska robota. Bestseller we Francji.

 

img_20161130_141401

Janusz Szuber „Rynek 14″ – najnowszy tomik ulubionego poety i przyjaciela z Sanoka. Poezja najwyższej próby. Choć tomik jest cieniutki, składa się tylko z 22 wierszy, to dozuję sobie tę lekturę z umiarem. Jak najszlachetniejszy trunek.

 

img_20161130_141507

Dodam jeszcze do tego, że na bieganie zabieram ze sobą czasami audiobook „Shantaram” Gergory’ego David’a Robertsa, które to „Shantaram” bardzo polecał wspomniany tu Marcin Meller. Po pierwszym rozdziale szału nie ma, ale biorąc pod uwagę moją częstotliwość biegania, tzw. objętość tych treningów, to że czasem biegam w ciszy i porównując to z długością audiobooka (prawie 40 godzin) wychodzi na to, że będę miał baaaardzo dużo czasu na przekonanie się do tej książki.

Nadmienię, że w kolejce czekają: autobiografia założyciela firmy NIKE i historia dochodzenia Hitlera do władzy w Niemczech.

I tak to wygląda.

Przyznacie, że lekko nie jest.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *