Krótka rozprawka o kinie gatunkowym

Nice guys„Opiekun” i „Nice Guys” – tak się złożyło, że te dwa filmy widziałem dzień po dniu. Dnia trzeciego po raz kolejny uświadomiłem sobie banalną prawdę,o tym, jak bardzo szerokim pojęciem jest „kino”.

„Nice Guys” – kino rozrywkowe na najwyższym poziomie. Ze wszystkim, czego wymaga gatunek: scenariuszem, w którym do końca nie wiadomo, kim jest morderca, z gwiazdorską obsadą, ze świetną muzyką, poczuciem humoru (najczęściej czarnym, czyli takim, jak lubię najbardziej).  Do tego idealnie odtworzony klimat lat siedemdziesiątych (ach ta ówczesna moda). Słowem – dwie godziny świetnej zabawy w kinie.

 

Na drugim biegunie jest „Opiekun”. Ciężkie, kameralne kino. Długie ujęcia. Szczątkowa, ledwie zarysowana fabuła. Brak muzyki. I temat, a w zasadzie tematy: umieranie, ból, śmierć, miłość. Sponiewierany przez życie bohater i jego tajemnice, obsesje, lęki. Ale też jego walka o normalność i o odzyskanie człowieczeństwa po tym, co zrobił. Mało słów, ale obrazy powodują, że widz po seansie długo nie może wyrzucić ich z pamięci.

Oj tak, to stara prawda – nie ma horrorów, kina artystycznego, SF, thrillerów, romansów i komedii. Są tylko filmy dobre i złe. Te były dobre. A nawet bardzo dobre.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *