Trwaj chwilo, jesteś piękna!

20160625_183831 (1)
Dość pochmurne październikowe popołudnie. Jest rok 2013. Stadion Agrykoli w Warszawie. Parę godzin wcześniej przeczytałem w internecie informację, że ma się tam odbyć otwarty trening reprezentacji Polski. Nasi piłkarze w nocy wrócili z Charkowa, gdzie przegrywając 1:0 z reprezentacją Ukrainy, ostatecznie pogrzebali swoje szanse na awans na mundial w Rio. Za trzy dni mają lecieć do Londynu, gdzie na Wembley grają ostatni mecz tych kwalifikacji (przegrają go 2:0).

Tymczasem – trening na stadionie Agrykoli. „Jedziemy”- mówię do syna. Wsiadamy na rowery, choć ja niespecjalnie liczę, że uda nam się zbliżyć do piłkarzy. Przecież to reprezentacja. Pamiętam otwarty trening na stadionie Polonii w czasie Euro 2012. I histerię, jaka mu towarzyszyła. Jakby na murawie trenowali Beatlesi.

Bardzo się mylę. Tym razem nie ma ochroniarzy, barierek, wejściówek. Nieograniczony dostęp.

Kończą. Korki stukają po lekkoatletycznej bieżni. Błaszczykowski (wtedy jeszcze kapitan), Lewandowski, Glik, Piszczek, Mierzejewski, Sobota. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Ci, których jeszcze rok wcześniej Polacy po remisie z Rosją na Euro chcieli nosić na rękach, szli ze spuszczonymi głowami. Jak skazańcy. W milczeniu. Przy pustych trybunach (żeby nie być gołosłownym poniżej zdjęcie z tamtego treningu; w żółtym kółku ja z synem).

Za trochę więcej niż dwa tygodnie, ci piłkarze w których oczach próżno szukać wiary w zwycięstwo, będą mieli nowego trenera. Szkoleniowca znanego z niezłego prowadzenia Górnika Zabrze i nadużywania słowa: „faken”.

z kółkiem

W czasie tego pięknego snu, który śnimy teraz wszyscy, a który dzieje  się na boiskach Paryża, Marsylii, Saint- Etienne, uświadomiłem sobie jedną rzecz. Otóż, tu nie chodzi tylko o to, że jesteśmy świadkami zapisywania najpiękniejszych kart historii polskiej piłki nożnej. Chodzi o to, że jesteśmy świadkami narodzin reprezentacji Polski dla pokolenia młodych Polaków, urodzonych już w XXI wieku. My – ich rodzice – pamiętamy legendę Kazimierza Górskiego. Pamiętamy mundial w 1982 roku i finałowy mecz na olimpiadzie w 1992. Mój syn nie ma takich wspomnień. Dla niego tryumfy polskich piłkarzy są jak opowieści o bitwie pod Grunwaldem, a polska piłka to synonim nieudolności, porażki, braku woli walki. Obciachu.

Dziś się to zmienia.

I to jest dla mnie najpiękniejsze  w tym Euro.

Dlaczego piszę o tym, na blogu o książkach? Bo jest też tu i książkowy wątek. Po tym treningu na Agrykoli podeszliśmy do Roberta Lewandowskiego z prośbą o autograf na jego biografii. Podpisał się bez problemu. Wymieniliśmy też kilka uwag o diecie młodego sportowca.

Intuicja podpowiada mi, że kiedy Pan Robert wróci z Francji, o takie spotkanie będzie  znacznie  trudniej.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *