Dlaczego Frank Underwood to małe miki? – „House of Cards” sezon III

_DG29656.NEF

Na Wirtualnych Mediach trafiłem na zestawienie najlepszych i najgorszych seriali ubiegłego roku. Nie chcę się tu odnosić do niego w całości, bo jak już kiedyś pisałem, nie jestem serialowym maniakiem. Ale jedna pozycja w zestawieniu mnie mocno zdziwiła. Chodzi o trzeci sezon „House of Cards”, który wylądował w zestawieniu „najgorszy serial roku”. O kurde.

Ciekaw byłem tego sezonu. Zastanawiałem się, co jeszcze wymyślą scenarzyści (a musieli wymyślać, warto pamiętać, że sezon pierwszy i drugi był – luźno, bo luźno ale zawsze – oparte o nakręcony w latach dziewięćdziesiątych serial brytyjski). Z grubsza rzecz ujmując mieli dwie drogi. Pierwsza: iść w to samo, w co szli przez dwa sezony. Tylko co by tu mogli nowego powiedzieć, czego nie powiedzieli w poprzednich odcinkach? Frank miałby być jeszcze bardziej cyniczny i bezwzględny, miałby zmanipulować jeszcze mocniej i wykorzystać jeszcze więcej ludzi? Miałoby się pojawić jeszcze więcej jego ofiar?

Na szczęście twórcy wybrali inną drogę. W trzecim sezonie Frank to małe miki. Trafia na lepszego od siebie. I tyle w tym temacie

Uwaga widza tym razem kierowane jest nie na polityczno – partyjne  gierki, ale na relacje. Czyli na gry między ludźmi. Głównie z żoną. Napięcia. Konflikty. Pojednania. Zadawnione żale. Tęsknota za macierzyństwem. Podporządkowanie. Niespełnienie. Ambicje. Z takiego miksu można ukręcić niezłą historię. I twórcy to zrobili. I zrobili po mistrzowsku. Moim zdaniem oczywiście.

Mamy tutaj też genialny wątek Stampera, który wraca do zdrowia, ale też do wódy. Przechodzi ewidentny kryzys i zastanawia się , patrząc na dzieci swojego brata, czy tkwiąc w polityce, nie pozwolił na to, że coś bardzo ważnego go ominęło. Podobne wątpliwości towarzyszą Remy’emu i jego eks – Jackie Sharp.

Generalnie w trzecim sezonie mniej się dzieje. To pewnie przyczyna, dla której wylądował on w przegródce „rozczarowania”. No ale jeśli ktoś ogląda „House of Cards” tylko dla „dziania” się to tak jakby czytał „Makbeta” dla krwawych scen. Oczywiście można i tak, ale to trochę spłaszczona percepcja.

 

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *