„Hannibal” z Nieba do Piekła

Hannibal-660px

Rok powoli się kończy. Gdybym miał wskazać telewizyjne rozczarowanie roku, bez wahania odpowiedziałbym: „Trzeci sezon „Hannibala””. Ale po kolei.

Nie jestem jakimś serialowym maniakiem. Nie gonię za nowinkami i modami (podobnie zresztą jak w przypadku książek). Raz na czas zdarza się jednak serial, który powoduje, że zarywam noce, nadwyrężam kontakty z rodziną, nie oddzwaniam do przyjaciół. Do tej kategorii na pewno mogę zaliczyć „Hannibala”.

Magnesem, który zadecydował, że obejrzałem pierwszy odcinek pierwszego sezonu był Mikkelsen. Bardzo szybko zorientowałem się jednak, że obsada głównych ról to mocna strona serii. Mam tu na myśli przede wszystkim świetnego Hugh Dancy’ego, w roli genialnego ale opętanego przez własne demony policyjnego profilera, Willa Grahama.  Do duetu Mikkelsen – Dancy dołącza też Laurence Fishburne jako nieco oschły i technokratyczny szef Willa Grahama, Jack Crawford.

Jeśli bardzo dobrzy aktorzy mają do zagrania świetny scenariusz, a scenariusz „Hannibala” był moim zdaniem świetny – z lekko pretekstową fabułą, ale za to kładący nacisk na psychikę bohaterów nie stroniący czasami od metafizyki – to wychodzi serial niemal doskonały. Jeśli do tego dołożymy klimatyczne zdjęcia – mamy telewizyjną perłę.

Pierwszy sezon był moim zdaniem genialny. Drugi – tylko odrobinę słabszy od pierwszego. Z niecierpliwością czekałem na trzeci. W końcu się doczekałem. I co? I gigantyczne rozczarowanie. Nie dziwię się, że NBC nie chce kontynuować serii (planowanej ponoć na 7 sezonów).

Co zawiodło? Moim zdaniem to, co było siłą poprzednich dwóch serii. W „trójce” psychologiczne motywacje bohaterów i ich rozgrywki z innymi postaciami są tak zagmatwane, że widz zwyczajnie nie nadąża. Sceny przemocy, które w poprzednich sezonach były – owszem – bardzo drastyczne, ale mocno „siedzące” w całej historii, tu są doprowadzone do przesady. Keczup niemal wycieka z ekranu. Ale najgorsze, że niczemu nie służy. To keczup dla keczupu. A to zawsze grozi niestrawnością.

I tak niestety było w tym przypadku.


 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *