Siostry – Karin Slaughter „Moje śliczne”*

20151007_100954„Moje śliczne” to kolejny dowód na to, że gatunek kryminału rozszerza się.  Fabuła staje się pretekstem, zagadka – tłem, śledztwo – dekoracją. Ale po kolei.

W „Moich ślicznych” intryga kryminalna oczywiście jest. I to całkiem sprawnie napisana. Zagadki są dwie. Pierwsza to niewyjaśnione zaginięcie nastolatki dwadzieścia lat przed czasami, w których toczy się zasadnicza akcja powieści. Druga – to pewien drastyczny film, który znajduje jedna z bohaterek powieści w komputerze męża, którego właśnie pochowała. Żeby uniknąć spoilerów, nie będę nic więcej pisał na temat fabuły. Powiem tylko tyle, że Karin Slaughter zna się na swojej robocie. Zwodzi czytelnika, zaskakuje go i szokuje (nie brak w „Moich ślicznych” opisów, które mogą okazać się zbyt drastyczne dla czytelników o słabszych nerwach). Miłośnicy gatunku na pewno będą usatysfakcjonowani. A może nawet więcej niż usatysfakcjonowani.

Mnie jednak bardziej od kryminalnej intrygi zainteresowało coś innego. Otóż książka ma dwie bohaterki. Są siostrami, ale ich życiorysy potoczyły się w dwóch przeciwnych kierunkach. Claire to kobieta sukcesu, żona milionera, mieszka w luksusowym domu, a w jej garażu stoją luksusowe fury. Lydia, druga z sióstr zaczyna wychodzić na prostą po tym jak trochę za bardzo zatraciła się w różnych nałogach. Ma za sobą odwyk i teraz porządkuje swoje życie na nowo.

Claire i Lydia nie rozmawiają ze sobą od lat. Wyzwanie, przed jakim staną sprawi, że będą musiały się do siebie zbliżyć, poznać i zaleczyć stare rany.  Ten wątek i opis zmagania się sióstr z własnymi demonami, jest według mnie o wiele ciekawszy od zagadki tajemniczych filmów z komputera męża Claire.

Zresztą nie tylko te bohaterki są świetnie opisane. Mamy w „Moich ślicznych” piękną postać ojca, który nie może pogodzić się z zaginięciem ukochanej córki a jej poszukiwania przeradzają się w obsesję. Jest też w powieści Slaughter  może trochę mniej piękna, ale za to bardziej „z krwi i kości” postać matki, która też jakoś w całej bolesnej sytuacji po stracie dziecka stara się odnaleźć.

Jeśli można się do czegoś przyczepić, to do czarnego charakteru. Moim zdaniem ta akurat postać jest trochę zbyt „płaska”, jednowymiarowa, papierowa. Nie zmienia to jednak faktu, że „Moje śliczne” to kawał dobrej, solidnie wykonanej literackiej roboty.

 

* – książkę do recenzji otrzymałem od wydawnictwa Harper Collins Polska

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

2 myśli na temat “Siostry – Karin Slaughter „Moje śliczne”*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *