Człowiek – korek – Bernard Minier „Nie gaś światła”

nie gaś
Ponoć bardzo ważne jest jakimi ludźmi się otaczamy. Czy takimi, którzy nas wspierają i zachęcają, czy też takimi, którzy podcinają skrzydła i sączą w życie jad. Pierwsi są jak korek, który nie wiadomo, jak głęboko by zanurkował i tak rwie do góry. Drudzy – jak z ołowiu, nieważne jak wysoko by się wznieśli i tak zaliczą glebę. Pojęcia nie mam, jakimi ludźmi otacza się Bernard Minier, ale jedno jest pewne. Przynajmniej jeden ze znajomych francuskiego pisarza jest „człowiekiem-korkiem”. Nie wiem, jak się ta osoba nazywa. Wiem, co zrobiła. Otóż gdy piszący do szuflady, dobiegający pięćdziesiątki paryski urzędnik celny pokazał mu początek swojej powieści, ten nie powiedział mu: „Daj sobie spokój!”, ale: „Dobre. Rozwiń to, dopracuj i wydaj”. Tak czytelnicy najpierw we Francji, potem w innych europejskich krajach mogli przeczytać „Bielszy odcień śmierci” . Powieściowy debiut Bernarda Miniera.

Ten tzw. późny debiutant pisze coraz lepsze książki. Kontynuacja „Bielszego odcienia śmierci”, „Krąg” była od niego o kilka klas lepsza. A najnowsza powieść Francuza wydana w Polsce, „Nie gaś światła” jest o kilka klas lepsza od „Kręgu”. Szacunek dla autora wzbudza fakt, że nie stara się iść wypróbowanymi już przed siebie szlakami. Nie jest jak kucharz, który gotuje kolejną potrawę opartą na tym samym przepisie. Szuka. Umówmy się, ryzykuje. Pewnie wie, że ryzyko czasem się opłaca. Zwłaszcza jeśli jest się pewnym swojego warsztatu.

Trudno „Nie gaś światła” nazwać kontynuacją dwóch poprzednich powieści. Łączy je z nimi postać policjanta Servaza. Jednak tutaj nie jest on postacią pierwszoplanową.  To tylko poobijany przez życie, wychodzący z depresji policjant, który prywatnym śledztwem próbuje coś udowodnić światu i sobie.

W „Nie gaś światła” czytelnik otrzymuje misternie skonstruowane studium osaczania człowieka przez stalkera doskonałego. Osaczona zostaje nie tylko główna bohaterka. Minier tak prowadzi narrację, że czytelnik zaczyna podejrzliwie patrzeć na swoich sąsiadów i nerwowo reaguje na podejrzane stukanie za ścianą. Co tu dużo mówić, autor otarł się o mistrzostwo w budowaniu nastroju.

Są też inne zalety tej książki – precyzyjnie skonstruowana fabuła, świetne portrety bohaterów, dobre tempo. Słowem thriller idealny. W sam raz na wakacje.

Tak się złożyło, że „Nie gaś światła” poznałem w wersji audio. Powieść Miniera czytał Piotr Grabowski. Dobre wykonanie, choć momentami miałem wrażenie, że aktor nieco za bardzo „podgrywał” ten tekst. Osobiście wolę bardziej „białą”  wersję i „przeźroczystego” lektora. No ale to przecież kwestia gustu.

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *