Martin Servaz na tropie – Bernard Minier „Krąg”

20141030_215741

Druga książka to zawsze sprawdzian. Debiut miał sukces? Przypadek, szczęście, fuks – ktoś może powiedzieć. Napisz drugą, lepszą. Pokaż, że faktycznie  jesteś dobry.

To trochę taka mowa zawistników, bo niektórzy nawet dobrego debiutu nie są w stanie wydać, ale coś w tym jednak jest. Dlatego bardzo się ucieszyłem, że “Krąg” Bernarda Miniera powtórzył w Polsce sukces debiutu Francuza: “Bielszego odcienia śmierci”. A co więcej – był od pierwszej powieści dużo lepszą książką.

 Warto wspomnieć, że mówimy tu o tzw. późnym debiutancie. Minier przez lata pracował w centrali francuskiego urzędu celnego. Ale jak przyznał w rozmowie, którą z nim przeprowadziłem, książki odgrywały w jego życiu zawsze bardzo istotną rolę. Sam próbował pisać, a wykonywana praca – choć może wydać się to paradoksem – pomagała mu w tym. Zawodowa aktywność, powtarzalność czynności sprawiała, że miał czas na wymyślanie swojej pierwszej książki. Pierwsze sześćdziesiąt stron “Bielszego odcienia śmierci” pokazał przyjacielowi, ten zachęcił go, żeby pisał dalej. Potem znalazł się wydawca. Autor był już po pięćdziesiątce. Takie są kulisy wydawniczego sukcesu. (pod tym wpisem znajdziecie całą rozmowę, którą przeprowadziłem na zamówienie wydawnictwa Rebis, polskiego wydawcy książek Miniera; szczerze polecam wysłuchanie wywiadu, można się dowiedzieć więcej o drodze do debiutu, o bohaterze cyklu kryminałów Miniera, i o… polskich czytelnikach)

To pamiątka po tamtej rozmowie

20141030_215754

 A “Krąg”? Napisałem już – jest lepszy od “Bielszego odcienia śmierci”. Dlaczego? Powody są co najmniej dwa.

Po pierwsze: czytając debiutancką książkę Miniera miałem wrażenie, że pewne wątki już gdzieś spotkałem. Oczywiście, nie można powiedzieć, że “Krąg” jest wzorcem oryginalności (napisano już przecież wszystkie słowa), ale na pewno nosi on wyraźny stygmat autora, który powoduje, że kalki, nawet jeśli występują, nie drażnią.

Po drugie: “Krąg” jest napisany lepiej. Mniej widać literackich szwów, lepiej jest zbudowana akcja, a fabuła bardziej wiarygodna. Epilog tej powieści – nie boję się tego napisać – to po prostu literatura.

 Jak widać na debiut nigdy nie jest za późno. A pesel (mają we Francji pesele?) nie oznacza, że nie można już pisać. Dowodem na to jest Bernard Minier, francuski pisarz, który zadebiutował po pięćdziesiątce i pisze coraz lepsze powieści. Mam nadzieje, że nie zmienię zdania po lekturze trzeciej części przygód Martina Sevaza “Nie gaś światła”, która właśnie trafiła do polskich księgarni.

 A tu możecie posłuchać wywiadu z Bernardem Minierem.

Enjoy:)

 

 

 

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *