Dlaczego nie? – Krzysztof Beśka „Pozdrowienia z Londynu”

DSC_0171 (1)

 

Zagadka Kuby Rozpruwacza – seryjnego zabójcy mordującego londyńskie prostytutki pod koniec XIX wieku – do dziś pozostaje nie rozwiązana. Hipotez na temat jego tożsamości pojawiło się mnóstwo. Łącznie z tropem wiodącym do Pałacu Buckingham. Tajemnica (której rozwiązania – bądźmy realistami – nigdy już nie poznamy) sprawia, że postać Kuby Rozpruwacza działa bardzo inspirująco. To taka historia, którą można opowiadać wciąż od nowa. Wystarczy przypomnieć, średnio udane moim zdaniem, “Z piekła rodem” z Johnnym Deppem. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobił film TV “Kuba Rozpruwacz” z końca lat osiemdziesiątych, w którym główną rol grał Michael Caine.

 

Czy trop śledztwa w sprawie zabójcy z Whitechapel może prowadzić do Polski?

Dlaczego nie! Dowód? Najnowsza powieść Krzysztofa Beśki “Pozdrowienia z Londynu”.

To kontynuacja cyklu zapoczątkowanego przez “Trzeci brzeg Styksu”, o którym pisałem ponad rok temu. Czas i miejsce akcji pozostają bez zmian: koniec XIX wieku, Łódź. Główny bohater też się nie zmienia – to polski detektyw Stanisław Berg.

 

Zawsze w podobnych sytuacjach pojawia się pytanie o relację części pierwszej cyklu do części drugiej. Lepsza? Gorsza? Na podobnym poziomie? Moim zdaniem, w “Pozdrowieniach…” autor zdecydowanie się rozwinął. Akcja toczy się bardziej wartko a fabuła właściwie nie ma słabych punktów. Krzysztof Beśka robi skokowe postępy sztuce uzależniania czytelnika od swojej intrygi. Prawda jest taka, że kiedy tę książkę zacznie się czytać, trudno przestać.

Wrażenie robi też na czytelniku złożoność świata powieści i galeria pojawiających się typów: robotnicy, socjaliści, kapusie, właścicieli burdeli (burdeltaci?), zboczeńcy, kurwy, policjanci i oficerowie ochrany. Plus Łódź, która funkcjonuje w tej powieści na prawach osobnej literackiej postaci.

 

Co tu dużo mówić – jeśli szukacie tzw. książki na lato – czyli lektury niekoniecznie roztrząsającej kwestie ostateczne, ale też nie traktującej was – czytelników – jak półgłówków, bierzcie “Pozdrowienia z Londynu” w ciemno. Nie pożałujecie. A ja czekam już na kolejną część przygód Stanisława Berga, która jak powiedziały mi wiewiórki, już właściwie się napisała, a będzie nosić tytuł “Dolina Popiołów”. Szkoda, że  księgarniach pojawi się po wakacjach.

Pozdrowienia z Londynu [Krzysztof Beśka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *