Niejeden by poległ – Magdalena Grzebałkowska „Beksińscy. Portret podwójny”

DSC_0369

 

I

Nie czekam na książki. Owszem, mam swoich ulubionych pisarzy i serie literackie. Ale nigdy nie jest tak, że nie mogę się doczekać na ich kolejny opus albo następną część cyklu. Nie ekscytuję się, kiedy wiem, że ten czy ów “pracuje nad nową powieścią”. Tak mam i już.

Wyjątek w ostatnich latach był tylko jeden – to książka reporterska Magdaleny Grzebałkowskiej “Beksińscy. Portret podwójny”. W tym przypadku dosłownie odliczałem dni do premiery.

 

II

Dlaczego?

Trudno powiedzieć. Może powodem jest to, że poznałem obu Panów B. (oczywiście nie była to jakaś zażyła znajomość, ze Zdzisławem przeprowadziłem kilka wywiadów, w tym jeden w jego mieszkaniu na Sonaty; z Tomkiem zamieniłem parę zdań, kiedy odwiedził I LO w Sanoku)? Może powodem był lokalny, sanocki patriotyzm, który wciąż ma się dobrze mimo dekady słoikowania w Warszawie? A może zwykła ciekawość, jakżeż autorka ugryzły ten temat? Nie wiem. Ale faktem jest, że niedługo po premierze pognałem do Empiku i egzemplarz “Beksińskich” zakupiłem.

 

III

Moich znajomych, którzy przeczytali książkę Magdaleny Grzebałkowskiej można podzielić z grubsza na dwie grupy – takich, którzy uważają, że autorka sięgnęła za głęboko i przekroczyła granicę intymności swoich bohaterów. Druga część jest książką zachwycona i twierdzi, że lepiej historii Zdzisława i Tomasza Beksińskich nie można opisać.

Ja z grupą nr 1 zasadniczo się nie zgadzam i bliżej mi do tych drugich, bo książka jest naprawdę bardzo dobra.

 

IV

Największe wrażenie zrobiła na mnie praca, jaką musiała włożyć Magdalena Grzebałkowska w zbadanie życia swoich bohaterów. Zdzisław i Tomasz sami swoją codzienność skrzętnie dokumentowali: kamerą, listami, nagraniami audio. To dość niecodzienna sytuacja w pracy autora – mieć wszystko podane właściwie na tacy. Ale reporter musi teraz przez ten gąszcz nagrań i listów przebrnąć. I tu pojawia się wyzwanie – jak spośród ogromu materiałów wybrać fragmenty, które mają znaczenie a odrzucić te nieistotne. Niejeden mógłby tu polec. Ale nie Magdalena Grzebałkowska.

 

V

Jaki jest efekt tego researchu? Czytelnik dostaje świetnie napisane dzieje dość niestandardowej rodziny. Poznaje historię Zdzisława wywodzącego się z familii od pokoleń zakorzenionej w galicyjskim Sanoku. Syn sanockich patrycjuszy postanawia poświęcić się czemuś tak niepoważnemu jak sztuka. Rzuca pracę, egzystuje z rodziną na skraju nędzy. Ale maluje. Książka Magdaleny Grzebałkowskiej opowiada również o tym, jak ubogi artysta, żyjący na peryferiach komunistycznego kraju stopniowo zaczyna zyskiwać międzynarodowy rozgłos, a jego obrazy stają się cennym towarem pożądanym przez kolekcjonerów nawet Japonii. „Portret podwójny” to też historia Tomasza, syna malarza – utalentowanego, ale kompletnie zagubionego w życiu, wrażliwego ale czasem też i okrutnego (zwłaszcza dla rodziców) człowieka. I historia trudnych relacji między tymi dwiema osobowościami.

Nie wiem, czy to wszystko, o czym pisze Magdalena Grzebałkowska daje stuprocentowo prawdziwy obraz życia Beksińskich. Ale wydaje mi się, że autorka pokazuje nam wizję, która jest bardzo blisko prawdy o tych ludziach.

 

VI

Ciekawy byłem, na ile dzieje Beksińskich będą interesujące dla osób, które niespecjalnie interesują się sztuką, nie oglądały filmów Monty Pythona z tłumaczeniami Tomka, nie słuchały jego audycji i nie są z Sanoka.

Bo że w Sanoku książka wzbudzi zainteresowanie to było pewne. Beksińscy są dla tego miasta czymś w rodzaju mitu. Dzieciom w szkole mówi się o wielkim Zdzisławie. Nie ma szans na to, żeby ktoś wychowywał się w Sanoku i nie znał jego malarstwa. Nie ma też możliwości, żeby być z Sanoka i nie znać tragicznej historii Tomka. Nie mówiąc o tym, że w niejednym sanockim mieszkaniu znajdą się jeszcze taśmy audio i VHS kopiowane przez syna malarza.

Kiedy Beksińskich wczepiają Ci w DNA, nie można być na książkę Magdaleny Grzebałkowskiej obojętnym.

Pytanie, czy opowieść o życiu Zdzisława i Tomka, to atrakcyjna lektura dla kogoś, kto znał ich sylwetki dość pobieżnie. Albo nie znał w ogóle.

I przyznam szczerze – miałem tutaj spore wątpliwości.

Te wątpliwości zniknęły, kiedy stałem przed półką w Empiku w Galerii Mokotów i zabierałem z niej ostatni egzemplarz „Portretu podwójnego”.

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

4 myśli na temat “Niejeden by poległ – Magdalena Grzebałkowska „Beksińscy. Portret podwójny”

  1. Dziękuję za miłe słowa.
    Kanał poświęcony Beksińskiemu też jest bardzo interesujący.
    Miłego dnia:)

  2. Ciekawy esej, dziękuję. Zapraszam do mojego kanału youtube w całości poświęconemu Zdzisławowi Beksińskiemu. Ponad 40 niepublikowanych filmów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *