Europa, Europa – Keith Lowe „Dziki kontynent”

DSC_0790

I

“Druga wojna światowa wcale nie skończyła się w maju 1945 roku!” – tym hasłem wydawca promuje książkę “Dziki kontynent” Keitha Lowe’a. Dla mnie to nie nowina. Wychowywałem się w południowo-wschodniej części Polski. Tam jeszcze w latach osiemdziesiątych, starsze osoby o walkach z UPA mówiły tak, jakby to było wczoraj.

Nie miałem jednak świadomości (czytam stanowczo za mało książek historycznych), że podobne walki toczyły się w tym samym czasie w innych częściach Europy.

 

II

Nie jestem historykiem, ale “kupuję” tezę autora “Dzikiego kontynentu” mówiącą o tym, że II wojna światowa rozgrywała się na wielu poziomach. Eliminacja faszyzmu była tylko jednym z nich.

Pożar, który Hitler wzniecił w 1939 roku rozmroził dawne konflikty, albo doprowadził do eskalacji nowych. W efekcie komuniści zaczęli mordować prawicowców (i na odwrót), Chorwaci Bośniaków, Słowacy Węgrów, Ukraińcy Polaków, ci z kolei zrewanżowali im się masowymi wysiedleniami. Rozgorzał na nowo antysemityzm.

Nienawiść i żądza krwi miały taki impet, że – jak pisze Lowe [s. 454] – przypominały wielki tankowiec, który – choć w maju 1945 maszyny ustawiono na “całą wstecz” – zatrzymał się dopiero kilka lat później.

 

III

Książka Lowe’a zdecydowanie nie polepsza samopoczucia czytelnika. Pokazuje, że po 1945 roku różnica między katami i ofiarami stała się płynna. A słowo “odwet” było kluczem do tego, co jeszcze przez kilka lat po 1945 roku działo się na naszym kontynencie. Wyzwoliciele, podobnie jak wcześniej faszyści, gwałcili, mordowali, w obozach przetrzymywali ludzi w nieludzkich warunkach, wysiedlali, przeprowadzali etniczne czystki.

To wizja daleka od cukierkowego uproszczenia serwowanego w szkolnych podręcznikach. Rzeczywistość powojenna była dużo bardziej skomplikowana. I na pewno nie czarno – biała.

 

IV

Książka Lowe’a uczy pokory.

My, Europejczycy zwykliśmy się uważać za “lepszych”, bardziej wyedukowanych i cywilizowanych. Nieść kaganek humanizmu – oto nasza misja.

Nic z tego – zdaje się mówi Lowe w swojej książce. Potrafimy wyżynać się równie skutecznie i bezsensownie, jak Hutu mordowali Tutsi.

Wystarczy nam do tego mała iskra.

Zadawniony uraz.

Niezabliźniona rana.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *