Opowiadacz – Tomasz Sekielski „Sejf”

DSC_0600Nie będę ściemniał. Kiedy dowiedziałem się, że Tomasz Sekielski napisał książkę, i że nie jest to książka non-fiction tylko powieść, pomyślałem dokładnie to samo, co powiedział Kazimierz Kutz autorowi „Władcy marionetek”, kiedy ten zakomunikował mu, że kręci film dokumentalny. Co powiedział Kutz? Możecie usłyszeć tutaj (od 1’59”), ale w zasadzie nie możecie, ba to odpowiedź jest wypikana.

Skąd mój sceptycyzm?

Uważam po prostu, że każdy powinien robić to, co umie najlepiej. Do piszących powieści dziennikarzy, aktorów, prezenterów, modelek mam dystans a priori. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki.

 

„Sejf” przeszedł bez problemu test pierwszej frazy, podobnie było z testem pierwszego rozdziału, pierwszych dziesięciu stron… Potem przestałem zważać na kolejne testy, a jeszcze później zorientowałem się, że historia opowiadana przez Tomasza Sekielskiego chwyciła mnie za twarz i już nie puszczała. Zresztą na pewno znacie to uczucie, kiedy wykorzystuje się każdy moment tylko po to, by wrócić do lektury i dowiedzieć się, co do jasnej cholery działo się dalej.

I tak okazało się, że eks dziennikarz TVN, nie tylko potrafi ujawnić, jak wygląda polityczna korupcja negocjacje koalicyjne, obnażyć śmieszne zabezpieczenia sejmu, i wnieść na teren parlamentu bombę. Tomasz Sekielski jest też dobrym opowiadaczem.

 

Powieściowy debiut Tomasza Sekielskiego, oprócz misternie skonstruowanej, wielowątkowej fabuły, sprawnej narracji i napięcia, ma jeszcze dwa przymioty, które odróżniają „Sejf” od innych książek tego gatunku.

Pierwszy przymiot to dygresyjność. Autor wplata w swą opowieść sporo fragmentów – i tu jest problem jak je nazwać – „publicystycznych?” „felietonistycznych?” „polemicznych?” Dotyczą one głównie kondycji mediów. A są one tym smaczniejsze, że pisze je osoba, która przez 15 lat pracowała w jednej z największych stacji telewizyjnych w Polsce. Zainteresowanych odsyłam do lektury „Sejfu”, powiem tylko, że obraz malowany przez Sekielskiego różowy nie jest. Ale to akurat chyba nie zaskakuje.

 

Drugi ciekawy chwyt w „Sejfie” to bardzo umiejętne mieszanie tego, co prawdziwe z tym, co jest emanacją fantazji autora. Ewidentnie widać, że tzw. pierwsze strony gazet były dla Tomasza Sekielskiego dużą inspiracją. A to, że umiał je – przepraszam za wyrażenie – artystycznie przetworzyć wyszło tylko na plus książce. W efekcie czytelnik zastanawia się, czy aby na pewno czyta powieść, a nie literaturę non-fiction. Osobiście lubię jak autor sobie ze mną tak pogrywa.

 

Na koniec osobista uwaga. Z powodu piłkarskiej pasji mojego syna, dwa razy w tygodniu jestem na stadionie Gwardii Warszawa. I muszę się przyznać, że za każdym razem powraca do mnie natrętna myśl, czy aby na pewno, tam pod moim stopami nie ma tytułowego sejfu. Choć sam autor zapewnia, że to akurat w powieści w 100 procentach wymyślił.

 

Post Scriptum

A jakbyście mieli czas i ochotę możecie posłuchać, co autor „Sejfu” ma do powiedzenia na temat swojej książki.

To też odpowiedź, dlaczego piszę o tej powieści pół roku po jej premierze. Po prostu działał układ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *