Jak to w życiu – Keith Richards „Życie”

Keith+Richards+Signs+Copies+Book+Life+vgxHKmpZ721l

I

Żeby nie było. Stonesów uważam za fenomen absolutny. Dlaczego? Długo by mówić, ale istotę sprawy można zamknąć w kilku hasłach: witalność, jazda po bandzie, świetna muza, esencja rock’n’rolla.

Jeśli kapela to fenomen, jej gitarzysta i – chyba można tak powiedzieć – drugi frontman, Keith Richards jest dla mnie fenomenem do sześcianu. Cenię w nim nie tylko gitarowy geniusz, ale też fakt, że – jak napisał w recenzji “Życia” Bartosz Węglarczyk – jest (Richards, nie Węglarczyk) żywym dowodem na to, że w życiu można łamać wszystkie zasady i nie ponosić za to żadnych konsekwencji.

Kiedy w jakiejś rozmowie Romek z KlasykówRocka zaproponował mi pożyczenie autobiografii Keitha Richardsa, bez wahania się zgodziłem.

Na lekturę rzuciłem się zachłannie. Dobrnąłem jednak tylko gdzieś do dwóch trzecich. Potem czytanie przerwałem. Książkę oddałem. Dlaczego? O tym za chwilę.

 

II

Najbardziej interesujący w “Życiu” jest początek.

Richards dość szczegółowo opisuje jak stawał się buntownikiem, gitarzystą, jak zakładał z Jaggerem zespół, jak klepali biedę. I jak osiągnęli szczyt. Śledzenie tego procesu w “Życiu” to fascynująca w lektura. Zwłaszcza, że Richards ma dar opowiadania. Nie popada w patos. Przeciwnie – książka pełna jest specyficznego poczucia humoru. Przykład? Gitarzysta RS opisując swoje biedne dzieciństwo i ubogą dzielnicę, w której się wychowywał pisze coś takiego (cytat niedokładny): “Na naszej ulicy nie było sklepów z cukierkami. Cóż, od dzieciństwa miałem utrudniony dostęp do dobrego towaru”.

 

III

Ironiczny dystans do rzeczywistości Keith Richards gubi w “Życiu” tylko w jednym przypadku. Kiedy pisze o gitarze. Tu znika maska luzaka i błazna, a do głosu dochodzi wrażliwy, niesamowicie uzdolniony i samoświadomy artysta. Akapity, w których gitarzysta opisuje zalety stroju otwartego, swoje zamiłowanie do “brudzenia” akordów, fascynację “czarnym” feelingiem to najlepsze partie książki. Lektura obowiązkowa, dla każdego, kto z gitary stara się wydobyć coś więcej niż pętlę śmierci: a, C, d, G.

 

IV

Dlaczego więc zarzuciłem czytanie “Życia”. Najkrócej mówiąc, zmęczyło mnie to, co pewnie dla większości czytelników było solą autobiografii Richardsa – opis jego rockandrollowego życia. Ileż moża czytać o ćpaniu i robieniu loda na tylnym siedzeniu? Ja wymiękam bardzo szybko.

Zmierziło mnie jeszcze coś – otóż te rockandrollowe wybryki nie były takie rockandrollowe jak by się mogło wydawać. Stonesi ćpając wiedzieli, że są kryci. Pracował dla nich sztab najlepszych prawników i to w kilku krajach. Część z tych adwokatów doradzała głowom państw. Muzycy mieli świadomość, że dzięki swoim pieniądzom mogą robić, co im się spodoba. I tak unikną odpowiedzialności. A takie podejście dla mnie osobiście niewiele ma wspólnego z rockandrollem. Przypomina bardziej zachowanie rozwydrzonych, obrzydliwie bogatych bachorów.

 

 

 

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *