Na tak zwanego chama

okladki

I

Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, żeby dostrzec, że rynkiem wydawniczym w znacznym stopniu rządzą trendy. Przykłady? Międzynarodowy sukces odnosi książka o młodym czarodzieju, a w księgarniach mamy wysyp historii o nastoletnich adeptach  magii. Ktoś napisze bestseller o sielskim życiu w Toskanii, na księgarskich półkach zaczyna się roić od słodkich toskańskich widoczków. Czy choćby ostatnia moda na erotykę wywołana serią o Grey’u. Po miesiącu księgarze zaczęli nam oferować powieści erotyczne do wyboru, do koloru.

 

II

Ten proces jest zrozumiały, oto konkurencja chce zdyskontować cudzy sukces. “Tamci sprzedali 200 tysięcy? Ok, wydamy coś podobnego, sprzedamy 10 tysięcy i tak będziemy zarobieni”. W końcu wydawnictwo to firma jak każda inna. Trzeba płacić czynsz i pensje. Dlaczego nie wykorzystać  literackiej mody i nie podreperować budżetu?

Rozumiem te motywacje, ale akceptuję je z trudem, jako zło konieczne. Bardziej cenię działania oryginalne, a nie te bazujące na popularności wykreowanej przez inną książkę.

 

III

Sęk w tym, że od naśladownictwa, czy wpisywania się w trend bardzo niedaleko do ordynarnego plagiatu.

Przyznam szczerze, że trochę mnie zamurowało kiedy w mailingu dostałem zapowiedź książki “Fundusz” autorstwa niejakiej M. M. Petlińskiej (to chyba jakiś pseudonim). W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś żart. Niestety myliłem się.

W tym przypadku jednak jakaś granica została przekroczona i nawiązania do “Sejfu” Tomka Sekielskiego są moim zdaniem za mocne (o powieści autora programu “Po prostu” napiszę w kwietniu, póki co obowiązuje mnie układ).

Spójrzcie na okładki obu książek. Czy ja jestem nienormalny, czy ktoś tu od kogoś na tzw. chama zżynał? A fabuła, cóż – tekstu nie czytałem (nie sądzę, żebym kiedyś przeczytał) – ale już w wydawniczym opisie książki znajdujemy elementy podobne do tych z „Sejfu” (nawiązanie do autentycznych wydarzeń, spisek tajnych służb, osadzenie akcji w najnowszej historii Polski).

 

IV 

Wydawca i autor “Sejfu” mają prawo czuć irytację. Bo to nic przyjemnego, jak się od ciebie zżyna. Z drugiej strony może temu towarzyszyć perwersyjna satysfakcja.  Bo bo lepiej być tym, od którego się zżyna niż zżynającym.

Bo zżyna się tylko od lepszych od siebie.

 

 

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *