Plugawe cacuszka – Janusz Szuber „Emeryk u wód”

MHM_1130126120202

 

I

Lubię książki, które przypominają o ludycznej roli literatury. O tym, że – za przeproszeniem – utwór literacki, wcale nie musi traktować o Rzeczach Najważniejszych z Ważnych.
Dlaczego? Bo u źródeł literatury – jestem o tym przekonany – znajdziemy właśnie rozrywkę, zabawę, pragnienie oderwania się od tzw. szarej rzeczywistości.

No bo w końcu dlaczego ludzie słuchali Homera? Dlatego, że fajnie opowiadał fajną historię.

 

II

Sęk w tym, że takiej literatury – pisanej trochę dla żartu i zabawy (z twórczością dla dzieci włącznie) – u nas teraz jak na lekarstwo. I jakoś tak czuję, że jest ona traktowana jako “towar gorszej kategorii” coś, co “poważnemu literatowi” chwały nie przynosi. Wręcz przeciwnie. A przecież Tuwimowi nie przeszkadzało pisanie genialnych wierszy dla dzieci. Leśmian wydał świetne “Przygody Sindbada Żeglarza”.
A współcześnie?
Wyobraża sobie ktoś wierszyki dla najmłodszych napisane przez Hartwig, Zagajewskiego albo Krynickiego? A może zbiór opowiadań młodzieżowych autorstwa Witkowskiego czy Twardocha?
Wyjątkiem była tutaj Wisława Szymborska i jej “Rymowanki dla dużych dzieci”.

Ale miałem nie o tym, a o podobnej do “Rymowanek…” noblistki książce.

 

 

III

Janusz Szuber to poeta, który przyzwyczaił swoich czytelników do tego, że w swoich wierszach pisze o kwestiach fundamentalnych. Robi to zresztą doskonale, dlatego nie dziwią zachwyty krytyków nad tą poezją.
Tym razem autor z mojego rodzinnego Sanoka swoich czytelników trochę zaskoczył. Pod koniec ubiegłego roku ukazał się tomik “Emeryk u wód”. To zbiór limeryków. Dla przypomnienia – limeryk to wiersz o określonej strukturze, a jego znak rozpoznawczy to absurdalny humor i co tu dużo mówić, obsceniczna a czasami wręcz plugawa treść.

 

IV

I tak trafia do naszych rąk tom z prawie czterdziestoma literackimi cacuszkami. Ich lektura to dla czytelnika przyjemność w postaci krystalicznej. Absurd, humor, frywolność to znaki rozpoznawcze tej poezji. A do tego cudowna zabawa polszczyzną i doskonała graficzna oprawa tomiku. I jeszcze jedno – unikatowość. Bo takich książek w polskich księgarniach po prostu nie ma. Więc jeśli narzekacie na brak inteligentnej literackiej rozrywki – czytajcie limeryki Szubera. Bo warto.

A poniżej próbka limerykowego talentu autora „Mojości”, żeby nie było, że jestem gołosłowny:

 

Ryży Jerzy, ostrzyżony na jeża

do spichlerza, jak zamierzył, zmierza.

A w spichlerzu dziewczę hoże

chciałoby, ale nie może,

bowiem Jerzy jest wikarym z Sandomierza.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *