Plany na wakacje – „Antykwariusz” Julián Sánchez

 

Staram się pisać tutaj o książkach które przyczytałem. I nawet jakoś mi się to udawało.
Do dzisiaj.

Kiedy słyszę “międzynarodowy bestseller” lekko się najeżam. I omijam taki tom z daleka. Dlatego do dziś nie przeczytałem “Kodu da Vinci” ani żadnej innej rzeczy, która Dana Browna jest. Nie znam ani linijki “Cienia wiatru” Zafóna i ani pół zdania “Katedry w Bracelonie” Falconesa. Taką mam przekorną naturę.

Jednak intuicja podpowiada mi, że “Antykwariusz” o którym będzie dzisiejszy wpis jest do wymienionych książek podobny. Na ile – tego prędko się nie dowiem. Tu jednak ważna uwaga. Nota wydawcy informuje, że debiutancka powieść Juliána Sáncheza powstała kilka lat przed “Cieniem wiatru” i “Katedrą w Barcelonie”. 14 lat miał czekać “Antykwariusz” w szufladzie swojego twórcy, nim ten (może zachęcony sukcesami wymienionych powieści) zdecydował się pokazać ją wydawcy.
Jeśli to prawda – Julián Sánchez ma czego żałować. Bo gdyby się tak nie ociągał pewnie nie byłby dziś trenerem baskijkich koszykarzy, a w literaturze zajmowałby miejsce Zafóna  albo Falonesa.
Cóż, z pewnymi sprawami w życiu nie warto zwlekać.

O “Antykwariuszu” piszę, bo od ostaniego wpisu jesteśmy w wątku “książka na wakacje”. A powieść Sáncheza w tej, że użyję sportowej metafory (trwa w końcu olimpiada), kategorii wagowej  wypada bardzo przyzwoicie.
Mamy tu tajemnicze morderstwa, przystojnego, samotnego i oczywiście skorego do romansów bohatera, zagadkę, która swe źródło ma w średniowieczu, tajemnice kabały i pełne uroku Barcelonę i San Sebastian jako tło wydarzeń. Pięknych i tajemniczych kobiet rzecz jasna też nie brakuje.
Na dodatek wszystkie perypetie głównego bohatera opisane są wartko i w taki sposób, że czytelnik “wpada” w świat powieści całkowicie.
Czegóż chcieć więcej od książki zabieranej na letni wypoczynek?

Wady “Antykwariusza”? W zasadzie znajduję tylko jedną. Debiut Sáncheza jest jak melodyjny przebój, który jednym uchem wpada a drugim wypada. I nic po nim nie zostaje.
No może oprócz dużej ochoty na wycieczkę do Barcelony.
Ale to już wyzwanie na kolejne wakacje.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *