Mrok ten sam – John le Carré „Szpieg”

 

I

Wychowywany byłem w czci dla tzw. literatury pięknej i delikatnej aczkolwiek nienachalnej pogardzie dla tzw. literatury popularnej. Cóż, tak były (są nadal?) konstruowane kanony lektur. Roi się w nich od dzieł wielkich, a książki na które pada podejrzenie, że mogą służyć rozrywce, lądują w najlepszym wypadku w części „nieobowiązkowe”.

Do dziś pamiętam wykład o dziewiętnastowiecznej powieści fantastycznej pewnego znanego i darzonego – skądinąd należnym – szacunkiem krakowskiego literaturoznawcy. Otóż z ust owego profesora nie znikał lekki, drwiący uśmieszek, kiedy mówił o powieściach Verne’a. Oczywiście – wielka sztuka to nie jest, ale jednak coś w tej literaturze musi być, skoro od wieków rozbudza wyobraźnię nastoletnich czytelników.

 

II

Co tu dużo mówić – kryminały, thrillery, sensację w literackim wydaniu omijałem szerokim łukiem. Zawsze było coś ważniejszego do przeczytania z „kanonu”.

Chociaż nie… Był jeden moment, kiedy postanowiłem rozpocząć swoją przygodę z kryminałem. Skończyło się fatalnie. Szczegóły tutaj. Po tym czytelniczym eksperymencie literaturę popularną zacząłem omijać łukiem jeszcze szerszym.

 

III

Nie sięgnąłbym po „Szpiega” gdyby dobrzy ludzie nie podarowali mi tej książki. Nie zacząłbym jej czytać gdyby nie film. I gdyby nie rozmowa Michnika i Smoleńskiego z Le Carré przeczytana w „Wyborczej”. I gdyby nie „Wydział Rosja” obejrzany kiedyś na zajęciach u profesor Helmanowej.

 

IV

W gruncie rzeczy, co ze „Szpiega” za thriller? Fabuła rozwija się w takim tempie, że ruchy lądolodu przy nim to całkiem żwawy trucht. Zwrotów akcji nie za wiele. Bohaterowie to żadni herosi, ale grupa zmęczonych, sfrustrowanych i znerwicowanych facetów.

Dlaczego zatem pochłonąłem „Szpiega” w dwa wieczory?

Oto jest pytanie.

 

V

Bo to świetna książka jest. Choć akcja pretekstowa i dzieje się w dość odległej przeszłości to Johnowi Le Carré udało się stworzyć absolutnie hipnotyzujący świat. Uniwersum bez żadnych zasad i moralności. Pełne za to zgorzknienia, poczucia klęski, zmęczenia życiem i wypalenia. I w takiej atmosferze główny bohater toczy swoją walkę. Ale nie liczcie tu na pościgi, strzelaniny, efektowne akcje sił specjalnych. Orężem w tej potyczce jest intelekt, zdolność kojarzenia faktów i znajomość ludzkiej natury, zwłaszcza ciemniejszych jej stron. A miejscem akcji – gabinety siedziby wywiadu i szpiegowskie dziuple.

Le Carré stworzył świat skrajnie nieefektowny, nieatrakcyjny wręcz odpychający, ale przedstawił go czytelnikowi tak, że trudno oderwać się od lektury „Szpiega”.

 

VI

A film?

Tak jak książka – genialny. Słów tu niewiele, ale mrok ten sam.

– Ktoś powiedział, że nasz film ogląda się jak padający śnieg – mówi Gary Oldman – odtwórca roli Smiley’a, głównego bohatera „Szpiega”. Wyjątkowo trafna metafora. Z jedną korektą – w czasie obserwowania padającego śniegu napięcie jest dużo mniejsze.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *