Fiesta – Warszawskie Targi Książki [FOTORELACJA]

 

To będzie długi wpis, ale z małą liczbą słów.

Lubię targi książki, choć od jakiegoś czasu oznaczają dla mnie czas wyjęty z życiorysu. Lubię targi choć od jakiegoś czasu zawsze przed ich rozpoczęciem towarzyszy mi nerwówka, czy ze wszystkim się wyrobimy. Lubię targi, choć niektórzy (i pewnie trochę słusznie) psioczą, że to żadne targi, tylko gigantyczny kiermasz książek i że do tych dużych europejskich targów we Frankfurcie, czy Londynie sporo nam brakuje.

Lubię targi, bo mimo wszystko towarzyszy im atmosfera święta, wielkiej fiesty ludzi czytających. Lubię targi za to, że tylko na nich mogę zobaczyć kolejkę za książkami, czy ogonek czytelników czekających cierpliwie na autograf (a może nawet dedykację) swojego ulubionego autora.

Przez dwa dni ostro na targach zasuwaliśmy. Ale zdarzały się chwile przerwy. Wtedy wyciągałem smarfona i próbowałem dokumentować to, co dzieje się dookoła. Efekty poniżej.

Przypominam – zdjęcia robiłem smartfonem;)

 

Poniżej zdjęcie z czwartku – to dzień branżowy. Jeśli nie lubicie tłoku, odwiedzajcie targi właśnie wtedy….

 

….inaczej czeka Was coś takiego, jak na tym zdjęciu z soboty. Były momenty, że przejście metra zajmowało pięć minut.

 

Targi to też czas na kontakty, spotkania, rozmowy.

Poniżej Marek Przybylik z Izabelą Matys z PWN

Daniel Passent z Jolantą Kwaśniewską

Ks. Adam Boniecki (rozmawia z Adamem Danielem Rotfeldem) – na szczęście przełożeni nie zabronili mu spotkań z czytelnikami 

 

Wystawcy używają różnych tricków, żeby przyciągnąć uwagę odwiedzających targi.

 

Sprawdza się też monidło.

 

Gdyby na targach przyznawano nagrodę za najatrakcyjniejsze stoisko, moim faworytem byłoby to, na którym prezentowano sztukę czerpania papieru.

 

Nie oszukujmy się jednak – największym magnesem przyciągającym czytelników do stoiska jest autor. Oto oni – pisarze w akcji.

Paweł Kowal. Nawet nie wiedziałem, że napisał książkę. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że tuż obok siedział Jan Pospieszalski. Więcej ludzi chciało autograf od Kowala.

 

Uwe von Seltman i jego żona Gabi. Uwe bada historię swojego dziadka nazisty i pokazuje jak dziedzictwo hitlerowskich zbrodni ciąży na pokoleniu wnuków. O książce „Gabi i Uwe. Mój dziadek zginął w Auschwitz. A mój był esesmanem” na pewno będziecie mogli na Bolekczyta.pl przeczytać.

 

Daniel Passent, autor bestellerowej „Passy.”

 

Manuel Rosa, autor książki o Krzysztofie Kolumbie. Można w niej znaleźć kilka kontrowersyjnych tez, które nieco różnią się od tego, czego nauczono nas w szkole;) Ta, że Kolumb wiedział, że odkrył nowy kontynent, należy do kategorii light. Ciekawsza jest ta, wg której odkrywca Ameryki miałby być… wnukiem Władysława Jagiełły (tak, tak – to nie pomyłka). Książkę czyta się znakomicie. A o wrażeniach z lektury za czas jakiś tutaj napiszę.

Rafał Grupiński (wciąż nie mogę pojąć, dlaczego człowiek z takim talentem literackim poświęcił się polityce)

Manuela Gretkowska

Marian Pilot, laureat NIKE 2011

 

Michał Witkowski, nominowany do NIKE 2012

Szewach Weiss

 

Filip Springer, autor świetnej „Miedzianki”.

 

Józef Hen

 

Czasem czytelnik spotyka ulubionego autora – w tym przypadku Jacka Hugo-Badera – poza stoiskiem. Wtedy za stolik służy kolano.

 

Na koniec zagadka. Jak myślicie, którego z autorów oblega ten tłumek?

 

I odpowiedź:

 

Wniosek?

Warto być przyzwoitym:)

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

7 myśli na temat “Fiesta – Warszawskie Targi Książki [FOTORELACJA]

  1. To jest błędne koło, bo co mi z czasu, jak nie ma możliwości korzystania z kultury? Ja co prawda nie mogę narzekać, bo urządziłam się na tyle, że często wyjeżdżam na spektakle, zwłaszcza do opery czy na koncerty, ale gdyby miała inną, mniej elastyczną pracę, nie dałoby rady. A po drugie, mój udział w tzw. kulturze jest co najmniej dwa, trzy razy droższy niż takiej osoby mieszkającej na miejscu, bo trzeba doliczyć koszty dojazdu i noclegu. A przecież nie zarabiam więcej, raczej mniej, bo jestem z tej Polski B, gdzie zarobki są niższe.

  2. Co prawda to prawda… Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale zawsze jest coś za coś. Żyjąc w dużych miastach, tzw. ośrodkach ma się dostęp do kultury, ale za to ma się też mniej czasu na korzystanie z niej.

  3. Po części tak, ale nic nie zastąpi szelestu przewracanych kartek książki (e-booki to dla mnie rzecz nie do przyjęcia), bezpośredniego kontaktu z aktorem na scenie, opery i koncertu na żywo… Z książką sobie poradzę, ale reszta? W miasteczku, gdzie nie ma teatru? Nie mówiąc o filharmonii, operze?… Żal po prostu.

  4. Wiem coś o tym. Sam przez lata mieszkałem w miejscu, z którego było wszędzie daleko. Mam jednak wrażenie, że od kiedy internet stał się właściwie powszechny, dostęp do kultury jest łatwiejszy.

  5. Do Krakowa mam jeszcze dalej ;-) Taki to już los, niestety :-( Są jeszcze takie miejsca w Polsce, skąd wszędzie daleko, a najdalej do kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *