ZSG-G

I

Nigdy nie spotkałem się z Wisławą Szymborską. Raz minęliśmy się w „Piwnicy pod Baranami.” To wszystko.

Nie ma co też ukrywać, że jej poezja porusza jakoś specjalnie twardą część mojej duszy. Oczywiście doceniam kunszt tych tekstów, ich humor i ironię (ale nie jak pisał klasyk „pozytywizm”), ale noblistka do grona moich najbardziej ulubionych poetów nie należy.

W ostatnich dniach przypomniałem sobie jednak pewne zdarzenie – dość intensywne, a ściśle związane z Wisławą Szymborską.

 

II

Był wrzesień 1996 a ja odbywałem praktyki pedagogiczne w Zespole Szkół Geologiczno – Górniczych przy ul. Rzeźniczej w Krakowie.

Koszmarne miejsce.

Byłem młody, zależało mi, skrupulatnie pisałem konspekty, przygotowywałem się do każdych zajęć. Szybko jednak zorientowałem się, że trafiłem do miejsca, gdzie poziom tumiwisizmu jest daleko za czerwoną kreską. W ZSG-G wszyscy wszystko mieli w du… żym poważaniu. Zaczynając od dyrekcji, poprzez tzw. grono na uczniach kończąc.

 

III

Ujmę to tak: jeśli będziecie mieć (macie?) dzieci (dziecko). I te dzieci (dziecko) będą chciały zostać nauczycielem, a Wam ten pomysł się niespecjalnie spodoba, załatwcie mu praktyki na Rzeźniczej. Mogę się założyć o duże pieniądze, że latorośli pedagogiczny zapał błyskawicznie minie. Jeśli nie minie – to będzie oznaczało, że chyba jednak ma tzw. nauczycielskie powołanie.

 

IV

Po dwóch tygodniach, klimat ZSG-G zaczął mi się udzielać. Mówi się, że po iluś tam latach nauczycielowi grozi syndrom wypalenia zawodowego. Ja tamtej jesieni w Krakowie przy ul. Rzeźniczej wypaliłem się w mniej niż miesiąc. Miałem dość, ale brnąłem w tym bagnie, bo praktyki trzeba było zaliczyć.

 

V

I nagle, już na finiszu mojej męki, idąc rano do ZSG-G zobaczyłem w kiosku coś, co znacznie użyło mej męce. „Nobel dla Szymborskiej” – czytałem na czołówkach gazet.

Uświadomiłem sobie w tym momencie, że zaczynałem niebezpiecznie dryfować ku miejscu, w którym literatura zamiast przyjemnością – stałaby się udręką a wiersz czy dobra proza – zamiast momentem wytchnienia – czymś, co trzeba „przerobić”.

Ta świadomość – gdzie jestem i dokąd zmierzam – sprawiła, że ból tamtych praktyk był trochę mniejszy.

 

VI

Tamtego dnia – 1 października 1996 oczywiście rozmawiałem ze swoimi uczniami o Noblu dla polskiej poetki. Z tego, co się zorientowałem, z całej lekcji największe wrażenie wywierał na nich finansowy wymiar wyróżnienia.

 

VII

Na koniec dwa zdania komentarza do ikony tego wpisu – to screen z TVN24.pl zrobiony w wieczór, kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci Wisławy Szymborskiej. Jak widać dożyliśmy czasów, kiedy śmierć nie tyle nawet przestała być tabu, ale stała się towarem. Jak każda informacja.

Choć niektórzy moi znajomi twierdzą, że ten banner reklamujący sam nie jestem w stanie powiedzieć co, wlany w news o śmierci bardzo by się Pani Wisławie podobał.

Może to i racja.

Nie wiem.

Przecież jej nie znałem.

Podziel się na:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Bebo
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • Gwar
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *